czwartek, 26 stycznia 2017

Tran- suplement zdrowia czy cichy zabójca?



Miejscem gdzie pozyskuje się tran jest Norwegia. To tam świeża wątroba dorsza atlantyckiego lub innych ryb dorszowatych zamknięta jest w kapsułkach i dociera do nas ,gdzie jest łatwo dostępnym suplementem diety. O cudownych właściwościach tego specyfiku słyszymy od rodziców,lekarzy ,a nawet mediów. Zawiera on kompozycje kwasów tłuszczowych: omega 3, omega 6 ,a także witaminy A i D. Mogą go przyjmować wszyscy , a szczególnie dzieci i młodzież w okresie wzrostu, osoby z obniżoną odpornością, w podeszłym wieku. Korzystnie wpływa na prace mózgu, stan włosów i skóry. Tyle dobroci zawarte w jednej kapsułce.



A jednak sprawę tranu traktuje bardzo refleksyjnie. 

Refleksje.Jakie refleksje? Przecież to samo zdrowie prosto z wątroby dorsza. Wytwarzane od ponad 150 lat według tradycyjnej receptury. Należy wspomnieć ,że ten powszechny suplement może być również z rekina grenlandzkiego, wieloryba czy łososia. Jeszcze jak pochodzi z Islandii lub Norwegi to już nie ma wątpliwości -cud natury. Niejedna osoba zapewne tak myśli. Jest troszkę inaczej. Przyjrzyjmy się bliżej prawdzie. Sami ocenicie jaka ona jest.

Hodowla
Ryby przeznaczone na tran żyją w ogrodzonych basenach z siatki w morzach norweskich fiordów. Wielkie zagęszczenie sprzyja chorobom, gdzie wzajemnie zarażają się bakteriami i pasożytami. Aby temu zapobiec otwarte baseny zasila się płynnymi pestycydami, które nie wypłukują się z organizmów ryb.A my zjadamy je bezpośrednio z mięsem czy olejem, który działa niekorzystnie na nasz układ nerwowy. 
Najwięcej toksyn oprócz pestycydów zawiera również pasza, którą tuczy się ryby. Jest ona na tyle niebezpieczna dla człowieka, gdyż ma działanie rakotwórcze. Na toksyczność paszy wpływa również jej pochodzenie- Bałtyk, który jest jednym z najbardziej toksycznych mórz na świecie.W Szwecji ostrzega się klientów w sklepach przed spożywaniem ryb z Bałtyku, a kobietom w ciąży i dzieciom całkowicie się odradza. Szwecka Agencja ds.Żywności ogłosiła- dwie,trzy ryby rocznie z Morza Bałtyckiego(Więcej tutaj)- konsument nie poinformowany.

Połowa hodowli dorszy w efekcie tego karmienia ma mutacje- zniekształcone szczęki, szkielety, wybroczyny skórne. Nie widzimy tego kupują filet z dorsza norweskiego, ani w przypadku cienkich plastrów z łososia. Osobniki niezmutowane trafiają na lady z lodem, jako dowód jakości.
Ilość tłuszczu w dzikim łososiu 5-7%, hodowlany 15-34%. Toksyny gromadzą się właśnie w tłuszczu, który powoduje zaburzenia hormonalne.


Źródło zdjęcia: http://alexandramorton.typepad.com/guide_to_safe_salmon/

Olej rybi
Tylko 7% sprzedawanego oleju rybiego pochodzi z dorsza. 60-70% światowej produkcji olej rybi pochodzi z Peru i Chile, gdzie na gigantyczną skalę 80% oleju rybiego pozyskuje się z sardeli.

Chimbote w Peru to miasto 50 fabryk oleju rybiego,a ich znaczna część należy do Norwegów. Skażenie środowiska w tym mieście jest ogromne. Ścieki przemysłowe z fabryk spuszczane są prosto do morza ,gdzie żyją sardele, z których później produkowany jest olej. Najbardziej cierpią mieszkańcy -choroby oczu,układu oddechowego czy alergie skórne- to tylko niektóre dolegliwości. 

Kurty łowiące sardele są często po 30h na morzu, a brak chłodni oznacza docieranie do fabryk ryb już w stanie wstępnego rozkładu. Powstały z nich zepsuty olej musi być zdatny do użytku - czyli nafaszerowany konserwantami, przeciwutleniaczami ,a często też antybiotykami.



Źródło zdjęcia: http://shopconscious.org/fishy-news-3—the-great-norwegian-deception.html



Malejąca populacja ryb na świecie zmusza producentów do pozyskiwania oleju z ości ,a nawet kręgosłupów ryb. Oleju rybiego zaczyna brakować, a zapotrzebowanie jest ogromnie i ciągle rośnie. Producenci zazwyczaj na opakowaniach nie podają dokładnego składu, a jedynie zawartość witamin i Omega -3.
Pomimo surowych przepisów i zaostrzeń ten opisany powyżej proceder hodowli ryb dalej kwitnie. Liczy się przecież obniżenie kosztów produkcji. Rybi olej to potężny ,wart miliardy euro biznes, wyciszanie nadużyć okazuje się być szybkie i skuteczne.

Świadomość
Jestem pewna ,że większość z Was czytając tą notkę jest zszokowana tak samo jak ja odnajdując coraz to więcej artykułów na ten temat. Nikt nam nie powie prawdy jeśli sami się nie doszukamy. Media, lekarze- zapatrzeni w właściwości tranu, dlaczego nie podają informacji o hodowlach ryb, produkcji tranu. Wszystko obrane piękną otoczką zdrowia kosztem biznesu i pieniędzy. I tutaj należy zadać sobie pytanie co z tym tranem kupować czy nie? Myślę ,że jeśli się zdecydujesz patrz na skład,a druga rzecz to cena - zazwyczaj idzie ona w parze z jakością.  
Jakie jest Wasz zdanie na temat oleju rybiego, tranu? Chętnie się dowiem ?

Więcej artykułów/Źródła:

http://niepoprawnipolitycznie.com/sciek-w-pigulce-czyli-cos-o-tranie/
http://ulicaekologiczna.pl/umysl-i-cialo/zanim-kupisz-tran-przeczytaj
https://www.youtube.com/watch?v=BgkEnFerJJE
http://natemat.pl/103655,naukowcy-ostrzegaja-ze-baltyk-jest-martwy-trujacy-i-taki-juz-bedzie-przez-lata
http://wyborcza.pl/1,76842,16492525,Szwedzka_Agencja_ds__Zywnosci__Ryby_z_Baltyku_niewskazane.html

25 komentarzy

  1. Jestem zszokowana. Muszę poczytać na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawostka bardzo dobra, ale czuję że teraz na długo mnie odrzuci od tranu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawie to opisalas. Przerazilam sie czytajac te rzeczy o tranie. Wiadomo, ze producenci chca jak najwiecej zarobic, jak zreszta wszystko kreci sie wokol pieniedzy. Slyszalam nawet, ze za to, co nam proponuja lekarze, maja fundowane za to przez producentow eksklusywne dlugie urlopy! Nie wiadomo juz, komu wierzyc!

    Niemniej ja za porada jednej polskiej lekarki na wzmocnienie systemu odpornosciowego i z powodu reumatiodalnego zapalenia stawow, zaczelam uzywac kapsulek BIO-MARINE 570, wyprodukowanych z naturalnego oleju z watroby rekinow tasmanskich. Jest to preparat, ktory przeszedl 30 badan naukowych i byl przebadany u ludzi. Po roku stosowania musze przyznac, ze jest to wspanialy preparat. Kosztuje ok. 100 zl za 180 kapsulek.

    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze powiedziawszy nigdy nie zażywałam tranu, a teraz po Twoim artykule na pewno po niego nigdy nie sięgnę, jestem zszokowana tym jak wygląda jego produkcja.

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bardzo go nie lubię więc go nie stosuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. boszzzz co za dysonans pomiędzy rzeczywistością a tym co marki chcą byśmy myśleli na temat pochodzenia produktu

    OdpowiedzUsuń
  7. chyba przestaje stosowac tran..

    OdpowiedzUsuń
  8. My nie stosujemy tranu i unikamy ryb z Norwegii. Na szczęście odporność u nas jest, a witaminy, to mamy przecież również w innych olejach pochodzenia roślinnego. Poza tym nic tak nie pomaga utrzymać dobre zdrowie, jak: aktywność fizyczna, świeże powietrze, hartowanie i zdrowy tryb życia. Ja bardzo lubię łososia i zawsze kupuję z dzikich połowów, bo wolę zapłacić więcej, zjeść rzadziej, ale mniej się truć. Świetny artykuł. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam już na ten temat i oglądałam filmy na YT... Od tego czasu ryby jem tylko okazjonalnie a tranu pewnie więcej nie kupię...

    OdpowiedzUsuń
  10. Z racji na rodzaj diety, nigdy bym go nie używała, używałam.
    I jakoś żyję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. niestety o tym wiedziałam, dlatego nie stosuję tranu. smutne, ale prawdziwe. na szczęście są inne naturalne suplementy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś łykałam go pro zdrowotnie. Teraz wolę miód. Bardzo dobrze napisany post. Pozdrawiam :)
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam !

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak dobrze, że nigdy nie zastosowałam tego, nie choruje :-)
    Ale post bardzo mądry i przydatny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Podobne sytuacje zapewne mają miejsce podczas produkcji, uzyskiwania wielu innych produktów, z których korzystamy na co dzień. Jest to niewątpliwie trudny temat.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow, wow, tran biorę od dawien dawna

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale się zaskoczyłam.W sumie teraz wszędzie kładą nacisk na masówkę, a nie na jakość.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli tran jest z dorsza, to na opakowaniach jest to napisane. Jeśli nie, to lepiej nie kupować. Wszędzie dookoła nas jest wiele chemii. Kupujesz koszulkę - trujesz się. Jesz ziemniaki - trujesz się. Osobiście nie stosuję tranu z uwagi na nieprowadzenie zdrowego trybu życia. Jednak mając do wyboru tran, a nieprowadzenie jakiegokolwiek spożycia omega-3 wybór może być tylko jeden...

    OdpowiedzUsuń
  18. O rany! Kupiłam kiedyś tran dla mojego synka, a on dzielnie go pił ale dostał biegunki więc odstawiliśmy. Maż jak spróbował powiedział, że nie będzie pił takiego paskudztwa i tak zakończyła się nasza przygoda z tranem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie spodziewałam się, że z tranem mogłoby być coś nie tak :O

    OdpowiedzUsuń
  20. No właśnie słyszałam o tym niedawno. dawniej brałam tran, ale od kilku lat przestałam i dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja nigdy jakoś nie miałam przekonania do tranu. Obserwuję i liczę na rewanż. Pozdrawiam jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie wiem, czy czytać "tran" z rekina bardzo dobrze działa na moją odporność.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo ciekawy post, całe szczęście nie łykam tranu:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja nie jestem zszokowana. Byłam świadoma, że w morzu jest syf bo mieszkam nad morzem :)
    Tranu nigdy nie spożywałam, ponieważ się brzydzę i staram się ograniczać produkty przygotowane kosztem zwierząt. Podobnie traktuję krem z łojem jelenia i inne takie. Ogólnie przemielone zdechłe zwierzęta jako kosmetyk czy suplement to tak nie bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  25. Odnosząc się do tematu tranu, tan jest źródłem kwasów omega-3, jak tutaj wspomniano. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że żyjemy w środowisku, gdzie mamy zanieczyszczone powietrze, czy wody. Nie mniej jednak powinniśmy jeść ryby, gdyż one dostarczają nie tylko składników pokarmowych jak białka, czy tłuszcze, szczególnie kwasy omega-3, ale także dostarcza nam różne witaminy i składniki mineralne. Nasza dieta powinna dostarczyć m.in. błonnika pokarmowego, gdzie on pełni różne funkcje w naszym organizmie m.in. usuwa z organizmu metale ciężkie i toksyny. Ponadto mamy różne przepisy prawa żywnościowego, które regulują kwestię dopuszczalnych limitów zanieczyszczeń i pestycydów, które nie stanowią zagrożenia zdrowia dla konsumenta. Każda taka żywność musi być przebadana pod kątem zawartości subst. zanieczyszczających, czy pestycydów. Jeżeli taki produktu przekracza te limity, wówczas taka żywność jest u nas wycofywana z obrotu. Był u nas taki przypadek, że stek z rekina przewyższał dopuszczalny limit zawartości rtęci w tym steku i z tego powodu wycofano tą partię produktu spożywczego na mocy wydanej decyzji przez Państwową Inspekcję Sanitarną. Każda żywność musi być bezpieczna do spożycia, która musi spełnić określone warunki określone w art. 3 ust. 3 pkt 5 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia z dnia 25 sierpnia 2006 r. Ponadto w Uni obowiązuje system wczesnego ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach (RASFF), gdzie każda informacja o niebezpiecznej żywności jest sprawdzana. Jeżeli taka żywność nie spełnia określonych warunków określonych prawie żywnościowym, taki produkt jest wycofywany z obrotu. Także spożywanie tranu, czy spożywanie ryb nie jest takie niebezpieczna dla nas. Szczególnie spożywanie warzyw, które zawierają pestycydy w bezpiecznych ilościach, nie jest dla nas szkodliwe. One zostaną usunięte z naszego organizmu. Jeżeli chodzi o antybiotyki, to u nas nie dopuszcza się żywności, która zawiera antybiotyki, zgodnie z prawem żywnościowym. Nie stosuje się także hormonów - one są także zabronione przez prawo żywnościowe UE.

    Pozdrawiam,
    Patryk

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i obserwacje. Miło,że doceniasz mój czas i pasje .
Obserwujesz- daj znać w komentarzu.